poniedziałek, 5 listopada 2012

Kupiłem e-papierosa, by móc palić więcej. W efekcie rzuciłem palenie.

Chip.pl


Papieros na USB to coś, na co patrzyłem z pogardą, nawet jako entuzjasta zabawek wszelakich. Po raz kolejny jednak idzie mróz, i znowu palenie papierosów z przyjemności zamienia się w coś, co irytuje. Przełamałem się i kupiłem. Nie żałuję.


Papierosy palę nałogowo właściwie od jakichś dwunastu lat. Ze dwa lata temu rzuciłem na prawie rok, ale stwierdziłem, że za bardzo mi tego brakuje. Kopa nikotynowego. Czynności palenia. Prowadzę dynamiczny tryb życia, papieros zawsze dawał tę chwilę relaksu. Więc jaram dalej, wydając na to fortunę i doprowadzając swoje mieszkanie do „ruiny” w formie wszechobecnego zapachu popielniczki. W redakcji jeszcze gorzej: zakaz palenia, więc trzeba iść na balkon. A zimno jak diabli!

Niedawno byłem na nowojorskiej premierze Windows 8 i tabletu Surface. Od papierosów byłem odcięty czasem i po kilka godzin. W samolocie palić nie wolno. Na lotnisku zakazane. W hotelu? To samo. Na konferencji? Zapomnij. Nie jestem szczególnie uzależniony jak niektórzy, nie miałem narkotycznego głodu. Ale nie było to przyjemne.

Z Polski nie leciałem sam. Towarzyszyła mi zacna kompania, między innymi Asia Sosnowska z Gazeta.pl. Zazdrośnie patrzyłem jak ta, nieskrępowana, zaciąga się co rusz swoim e-papierosem. Bo może. Bo to urządzenie nie emituje dymu. Ja tu siedzę, czekam kiedy wreszcie wyciągnę upragnionego L&M-a, a ta ma wszystko w… głębokim poważaniu.

W końcu nie wytrzymałem. „Dawaj!”. Spróbowałem. Okazało się wyjątkowo smaczne. Nabój do e-papierosa naładowany był jakimś smakowym liquidem, przez co czułem, jakbym się zaciągał nie zwykłym tytoniem, a jakimś aromatyzowanym, prosto z sziszy. Zacząłem się wypytywać o szczegóły. Użytkowanie, cena, dostępność, i tak dalej. Wiedząc już wszystko, postanowiłem spróbować.

Tuż po powrocie dokonałem zakupu. Aśka poleciła mi to, czego sama używa. Volish Ego3 Crystal 2. Wszyscy mówią, że warto kupować markowe e-papierosy. Zapłaci się więcej, ale nie są tak awaryjne, dobrze smakują a bateria starcza na długo. Dokupiłem do niego drugą baterię (by mieć jak palić jak jedna jest podłączona do ładowania), kilka liquidów LiQueen o przeróżnych smakach (moc „18”, co jest idealne dla nałogowego palacza) i zapasową grzałkę, bo te się szybko zużywają.

Sam e-papieros z jednym liquidem i zestawem akcesoriów kosztował mnie 229 złotych. Bateria to kolejne 89 złotych. Liquid to 20 złotych. Jak to się przekłada na koszty papierosów? Palę, średnio, paczkę dziennie, co oznacza, że na miesiąc wychodzi około 300 złotych. W e-papierosie zużywa się luqid. Jedna fiolka za 20 złotych starcza na tydzień. Bateria ładuje się co 1,5 dnia, trwa to 3-4 godziny. Oznacza to, że po miesiącu inwestycja się zwraca a potem miesięczny koszt to 80 złotych. Oszczędność spora. Czy warto?

Pierwszy dzień był mordęgą. Zarówno od technicznej, jak i psychicznej strony. E-papierosa należy nauczyć się palić. Należy zrozumieć, że e-papieros musi nasiąknąć liquidem zanim poczuje się smak. Trzeba wiedzieć jak go udrażniać. I przede wszystkim, jak palić. Zaciągając się co chwila przepaliłem grzałkę już po paru godzinach, przez co musiałem dokupić kolejną (objawia się to smakiem spalenizny w ustach). Na szczęście są tanie jak barszcz, niewiele droższe od liquidów. A od psychicznej? E-papieros to nie papieros. Doznanie jest nieco inne. Zamiast wdychać dym, palacz wdycha parę wodną. Brakuje pewnego uczucia wypełnienia płuc. Całą niedzielę i poniedziałek chodziłem przez to maksymalnie podirytowany. Potem jednak… poszło.

Tradycyjny papieros zawiera dwie istotne substancje. Po pierwsze nikotyna. Ona odpowiada za uzależnienie od palenia. Sama w sobie jest względnie nieszkodliwa, odpowiada jednak za tego lekkiego „kopa” po papierosie, a także powoduje, że wpadamy w nałóg. Po drugie, substancje smoliste. To one odpowiadają za szkodliwość papierosów, ich rakotwórczość i tak dalej. E-papieros nie posiada substancji smolistych, za to posiada nikotynę (można co prawda kupować liquidy bez nikotyny, ale nie za bardzo widzę w tym sens).

Brak substancji smolistych może być dla nałogowego palacza przez pierwsze kilkanaście godzin dotkliwy. Brakuje tego dymka w płucach, bardzo. Jednak już we wtorek obudziłem się i stwierdziłem, że mi już przeszło. Nie chce mi się wracać do papierosów. Na dodatek e-papieros pozwala na palenie kiedy się chce, gdzie się chce. Brak substancji smolistych to brak dymu. Czyli brak smrodu dla siebie i postronnych. Wydycha się przeźroczystą parę, która natychmiast rozpływa się w powietrzu.

Dorzućmy jeszcze do tego wspomnianą oszczędność finansową i ładowarkę na USB, a już, wydaje mi się, drodzy Komputerowcy-Palacze, że warto spróbować. Służę pod tym wpisem radami i odpowiedziami na zadawane przez was pytania. Fora dla e-palaczy co prawda są przyjazne dla nowych użytkowników, ale ich lektura, pełna żargonu w stylu „bobrzenie” czy „wapowanie” może być irytująca.

Plusy 
- Oszczędność pieniędzy 
- Zdrowie! 
- Możliwość palenia gdzie się chce 
- Kolejna elektroniczna zabaweczka w kieszeni 

Minusy 
- Brak niektórych doznań (drapanie dymu, obcowania z papierosem a nie przerośniętym długopisem 
- Konieczność nauki e-palenia (przez co można uszkodzić e-papierosa (na szczęście jest on zbudowany bardzo modularnie, więc łatwo wymieniać poszczególne części składowe, które są tanie) lub pogorszyć swoje doznania (brak smaku, rozlanie liquidu, itd.) 

---

Nie ma to jak artykuł sponsorowany :) Nikotyna to w dalszym ciągu trująca substancja. Najgorsze jest jednak to, że świadomość palenia i współistnienia nałogu coraz bardziej przenika do kultury młodych ludzi. To jest dopiero pole do prowadzenia innowacyjnego marketingu... Owszem e-papierosy będą skutecznie oczerniane przez lobby tytoniowe, ale jednak wszystkie produkty zawierająca nikotynę powinny być zakazane.

środa, 31 października 2012

Lekarz walczący z tytoniem oskarża: Premier wybrał firmy tytoniowe, a nie dobro publiczne

natemat.pl

Rząd uległ lobbingowi firm tytoniowych - napisała w zeszłym tygodniu "Rzeczpospolita" na swoich ekonomicznych stronach. To bardzo poważne oskarżenie. A jednak zapanowała po nim cisza. Rząd nie odniósł się do niego. Sprawa dotyczy podatku na papierosy. Premier Donald Tusk niespodziewanie zmienił, niekorzystną dla koncernów tytoniowych, decyzję ministra finansów Jacka Rostowskiego.

Jacek Rostowski proponował zmienić sposób opodatkowania papierosów. Nałożone są na nie dwa podatki: jeden jest stały i odprowadzany za 1000 papierosów, drugi to procent od ceny papierosów. W tej chwili w Polsce stały podatek jest niski, a procentowy wysoki. Minister finansów chciał zrobić odwrotnie. Tak jest w większości europejskich krajów. Wysoki stały podatek i niski procentowy popiera również WHO - Światowa Organizacja Zdrowia. Dzięki temu bowiem firmy tytoniowe nie rywalizują tak mocno ceną papierosów.

Organizacje walczące z tytoniem są zaskoczone decyzją Donalda Tuska. Nie dość, że nie została zapowiedziana, to nie została wyjaśniona. Jest sprzeczna z rekomendacjami WHO i praktyką europejską. Co więcej budżet nie zarobi z tego powodu dodatkowych 400 milionów złotych. Rzeczpospolita przypomina, że kilka tygodni temu wiceminister finansów Jacek Kapica nazywał protesty firm tytoniowych w tej sprawie "czystym lobbingiem". Po decyzji Donalda Tuska, korzystnej dla lobbującej branży tytoniowej, wiceminister Kapica nie zabrał głosu.

Swój komentarz do redakcji naTemat przysłał natomiast doktor Łukasz Balwicki z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Doktor Balwicki jest wiceprzewodniczącym Polskiego Towarzystwa Programów Zdrowotnych i od lat walczy z branżą tytoniową.

Oto jego tekst:

Z punktu widzenie dobra społecznego, w tym szczególnie zdrowia Polaków, decyzja Premiera jest niedobra. Pierwotna propozycja Ministra Finansów, zgodna z rekomendacjami WHO, podwyższająca kwotowy podatek akcyzowy spowodowałaby, że wszystkie produkty tytoniowe musiałyby zdrożeć i tym samym mielibyśmy do czynienia z większym odsetkiem osób rzucających palenie oraz mniejszą liczbą nastolatków wchodzących w nałóg. 

Zmiana decyzji spowoduje przechodzenie palących dotychczas droższe wyroby (z punktu widzenie naukowego wcale nie zdrowsze) do segmentu tańszego co niweluje nasze wysiłki zdrowotne.

Premier tym samym podjął decyzję sprzyjającą producentom wyrobów tytoniowych (mających zarówno drogie i tanie marki w swojej ofercie). 

Była ona poprzedzona bardzo silnym lobbingiem firm tytoniowych, zrzeszeń ich reprezentujących (np. BCC) oraz innych grup eksperckich (np. Fundacja Republikańska). 

Jest to również zła decyzja dla budżetu Państwa gdyż wyższy podatek kwotowy zapewnia stabilniejsze wpływy. Podatek procentowy pozwala producentom manipulować cenami i tym samym manipulować ostateczną ceną produktu, zmniejszając wpływy budżetowe.

Wygrała więc perspektywa firm tytoniowych a nie perspektywa dobra publicznego.

wtorek, 30 października 2012

Urzędnicy muszą odpracować każdy "dymek"

Tvn24


Wychodzisz zapalić? Wpisz się do zeszytu - takie zasady obowiązują w świnoujskim magistracie. Co więcej palacze czas spędzony na "dymku" muszą odpracować - informuje Radio Szczecin.


W budynku świnoujskiego magistratu nie ma palarni, więc ci, którzy palą papierosy, muszą wychodzić na zewnątrz. 

Tyle, że zgodnie z przepisami jest to traktowane jako opuszczenie miejsca pracy. I dlatego każdy, kto wychodzi, musi się wpisać do specjalnego zeszytu.

- To tzw. zeszyt ewidencji wyjść prywatnych w godzinach służbowych. Pracownik wychodząc gdzieś prywatnie, musi się tam wpisać - tłumaczy rzecznik prezydenta, Robert Karelus.

"Palacze w mniejszości"

Urzędnik tyle czasu, ile "przepalił", musi odpracować, czyli później niż zazwyczaj wyjść z pracy.

Karelus mówi, że miasto nie planuje zorganizowania palarni w magistracie. Palacze są bowiem - jak argumentuje - w urzędzie miejskim w mniejszości.

---

Prawidłowo, nie ma nic gorszego od dyskryminacji osób niepalących, które najczęściej pracują za palących. Takie rozwiązania mają szansę przywrócić równe traktowanie w firmie czy też instytucji państwowej.

poniedziałek, 22 października 2012

Plakat kampanii antynikotynowej - szczucie cycem

Gazeta.pl


Lekka zmiana klimatu. A może jednak cięższa? Jakie odczucia wywołuje ten konkretny plakat kampanii antynikotynowej? Może faktycznie zwrócenie uwagi na aspekt karmienia własnego dziecka czymś więcej niż mlekiem, okaże się strzałem w dziesiątkę? 

piątek, 19 października 2012

Dymisja Dallego zamrozi decyzję o zakazach w branży tytoniowej

Forsal.pl

Wprowadzenie unijnej dyrektywy odłożono na później.

Odwołanie komisarza Johna Dallego odpowiedzialnego za sprawy zdrowia zamraża prace nad dyrektywą tytoniową. Jak mówi w rozmowie z DGP Frederic Vincent, rzecznik komisarza ds. zdrowia UE, jest za wcześnie, by podawać jakiekolwiek terminy dotyczące jej rewizji. Wstrzymania prac nad zmianami obawia się Europejski Sojusz na rzecz Zdrowia (EPHA). Zdaniem organizacji dymisja Dallego świadczy o tym, jak silny jest przemysł tytoniowy. I jak dalece może wpływać na decydentów, którzy wspierają przepisy. Ostatnie tygodnie to taniec lobbystów wokół osób zaangażowanych w zmiany prawne.

Jak wynika z ustaleń brukselskiej The Smoke Free Partnership lobbyści tytoniowi chcą opóźnić bądź w wariancie maksimum wstrzymać prace nad dyrektywą. Starają się wpływać na pracowników Komisji Europejskiej i członków Parlamentu Europejskiego. Współpracują też z przedstawicielami krajowych rządów.

Bardzo aktywnym graczem jest koncern British American Tobacco (BAT), który ma 16 proc. europejskiego rynku i zatrudnia oficjalnie 12 lobbystów. Jak przekonuje organizacja Corporate Europe, BAT w 2009 roku poświęcił na obronę swoich interesów w Brukseli ok. 727 tys. euro. – Główna część działalności lobbystów odbywa się za zamkniętymi drzwiami – tłumaczy Nina Holland z Corporate Europe. Na rzecz BAT działa tzw. trio tytoniowych związków biznesowych – CECCM, ESTA i ESTOC. Z koncernem współpracują też z pozoru dalekie od przemysłu tytoniowego organizacje European Policy Center czy amerykańska i brytyjska izba handlowa w UE oraz organizacje rolnicze.

Przemysł tytoniowy przekonuje, że restrykcyjna dyrektywa to straty dla narodowych budżetów. Według obliczeń dokonanych na zlecenie Krajowej Izby Gospodarczej wprowadzenie nowych regulacji przyniesie ponad 200 mln euro (870 mln zł) strat dla budżetu Polski.

O projekcie nowelizacji dyrektywy 2001/37/WE pisaliśmy jako pierwsi. Zakłada on standaryzację opakowań wyrobów tytoniowych. Miałyby one zawierać po 20 papierosów tego samego koloru. 75 proc. powierzchni frontu pudełka i połowę jego boku zajęłyby ostrzeżenia o szkodliwości palenia. Reszta zostanie na logo producenta. Projekt zakładał też całkowity zakaz sprzedaży papierosów smakowych, w tym mentolowych oraz takich, które zawierają dodatki atrakcyjne dla małoletnich (smaki cukierkowe i owocowe). Zakaz dodatków smakowych obowiązywałby też w przypadku tytoniu do fajek. Do tego dochodzi zakaz używania niektórych formatów papierosów, np. slimów.

Bruksela od lat walczy z przemysłem tytoniowym. W 2002 r. wprowadziła normy zawartości substancji smolistych w papierosach, zaś trzy lata później zakazała reklam wyrobów tytoniowych w telewizji, radiu i prasie. KE zakłada, że dzięki takiej polityce do 2050 r. w Unii uda się całkowicie wyeliminować palenie. Według Brukseli koszty leczenia chorób wywołanych paleniem papierosów to prawie 200 mld euro rocznie.

Teraz Komisja jest jednak w defensywie. A oskarżenia pod adresem Dallego są grubego kalibru. Chodzi o wyłudzanie pieniędzy od producentów wyrobów tytoniowych. Skargę w tej sprawie złożyła szwedzka firma Swedish Match w maju ubiegłego roku. Jak twierdzą przedstawiciele spółki, w imieniu komisarza działał maltański biznesmen. Miał on wyłudzać pieniądze od firmy w zamian za rzekome możliwości wpłynięcia na przyszłe unijne przepisy dotyczące produktów tytoniowych, w szczególności zaś unijnego zakazu eksportu snusu (rodzaj tytoniu do żucia). Jak wynika z raportu unijnego biura antykorupcyjnego OLAF, które na zlecenie KE przeprowadziło śledztwo – nie doszło do żadnej transakcji między maltańskim biznesmenem a firmą tytoniową. OLAF nie znalazł też dowodów na bezpośredni udział w sprawie komisarza Dallego, ale zdaniem unijnych śledczych „był on świadomy tych zdarzeń”.

czwartek, 18 października 2012

Przepadł, bo walczył z przemysłem tytoniowym?

Rmf24

Nic nie zrobił, chociaż wiedział, że jego znajomy usiłuje uzyskać korzyści finansowe od firmy tytoniowej w zamian za wpłynięcie na politykę tytoniową UE. To oficjalny zarzut unijnego biura ds. walki z korupcją wobec komisarza z Malty Johna Dallego.

To dosyć proste tłumaczenie, ale w Brukseli lobbystów jest tak dużo jak dziennikarzy i gdyby wystarczyło, żeby mieć z nimi kontakty, by zostać zmuszonym do dymisji, to chyba już nikogo nie było by na wysokich urzędniczych stanowiskach.

Co więc tak na prawdę kryje się za tę aferą? Pokazuje ona jak silne jest wciąż lobby tytoniowe. W kuluarach mówi się, że afera tak naprawdę dotyczy przygotowywanej przez Dallego nowej dyrektywy, która miała zaostrzyć przepisy dotyczące papierosów. Dalli opowiadał się za surowym prawem, ale miał wielu przeciwników także na najwyższych szczeblach w Komisji Europejskiej.

Nieoficjalnie można usłyszeć, że nie chciała tej dyrektywy wpływowa Catherine Day i sam szef brukselskiej egzekutywy: Jose Manuel Barosso. Dalli parł jednak do przodu i już w przyszłym tygodniu miał przedstawić wstępną propozycję dyrektywy. Dlaczego afera wybuchła właśnie teraz ? Monika Kosińska, szefowa EPHA, brukselskiej organizacji zrzeszającej stowarzyszenia zdrowia publicznego - uważa, że przemysł tytoniowy chciał za wszelką cenę opóźnić wejście w życie nowych obostrzeń. I kompromitując Dallego, osiągnął swój cel. Nie ma już szans, by dyrektywa została przyjęta zgodnie z planem. A to oznacza, że nie przyjmie jej europarlament tej kadencji. Według Kosińskiej zbyt często decydenci ulegają wpływom lobbystów sektora tytoniowego. Także w Polsce, gdzie jak zauważyła szefowa EPHA, Ministerstwo Zdrowia zablokowało niedawno rozporządzenie o wprowadzeniu ostrzeżeń obrazkowych na paczkach papierosów. Zasłaniano się wtedy argumentem, że to Komisja Europejska nie jest gotowa na takie zmiany.

środa, 17 października 2012

UE: dymisja komisarza ds. zdrowia za kontakty z przemysłem tytoniowym

Rynek Zdrowia

Pochodzący z Malty komisarz UE ds. zdrowia John Dalli podał się do dymisji po dochodzeniu biura Unii Europejskiej ds. walki z nadużyciami finansowymi; chodziło o próbę wyłudzenia pieniędzy od spółki tytoniowej przez biznesmena z Malty powołującego się na kontakty z Dallim.

Jak poinformowała Komisja Europejska (KE), dymisja Dallego wchodzi w życie ze skutkiem natychmiastowym. Obowiązki rezygnującego komisarza przejmie tymczasowo - do chwili powołania nowego komisarza narodowości maltańskiej - wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, komisarz ds. stosunków międzyinstytucjonalnych i administracji Marosz Szefczovicz.

Rezygnacja Dallego jest następstwem dochodzenia unijnego biura antykorupcyjnego OLAF, które wszczęło postępowanie w związku ze skargą szwedzkiej firmy tytoniowej Swedish Match z maja bieżącego roku. Spółka poinformowała, że maltański biznesmen usiłował wykorzystać swoje kontakty z Dallim, by otrzymać korzyści finansowe od firmy w zamian za rzekome możliwości wpłynięcia na przyszłe unijne przepisy, dotyczące produktów tytoniowych, w szczególności zaś unijnego zakazu eksportu snusu (rodzaj tytoniu do żucia). 

KE zleciła dochodzenie OLAF w sprawie tej skargi w trybie natychmiastowym. Ostateczny raport wysłano do KE 15 października. Wykazał on, że nie doszło do żadnej transakcji między maltańskim biznesmenem a firmą tytoniową; OLAF nie znalazł też dowodów na bezpośredni udział w sprawie komisarza Dallego, ale zdaniem unijnych śledczych "był on świadomy tych zdarzeń".

Jak głosi komunikat KE, raport OLAF "wykazał niezbicie, że sprawa będąca przedmiotem śledztwa nie wpłynęła na procesy (legislacyjne) ani na stanowisko Komisji w kwestiach dotyczących usług", które miały być przedmiotem korupcyjnych zabiegów. Ostateczna wersja raportu OLAF wraz z rekomendacjami tego biura będzie wysłana do prokuratora generalnego Malty, a o dalszym postępowaniu zdecyduje maltański wymiar sprawiedliwości.

Dalli, który kategorycznie odrzuca stawiane mu zarzuty, złożył rezygnację po otrzymaniu informacji od szefa KE Jose Manuela Barroso o przedstawionym Komisji raporcie, aby - jak głosi komunikat - móc bronić swej reputacji, ale także reputacji Komisji. We wtorek (16 października) wieczorem komunikat w sprawie rezygnacji Dallego wydał Europejski Sojusz na rzecz Zdrowia (EPHA), podkreślając, że decyzja komisarza "pokazuje jak silny jest przemysł tytoniowy" i jak dalece może wpływać "na decydentów, którzy wspierają przepisy broniące zdrowia publicznego".

- Dowodzi to również, że metody prowadzenia lobbingu w Brukseli muszą być regulowane w sposób bardziej przejrzysty - napisała w komunikacie EPHA sekretarz generalna tej organizacji pozarządowej Monika Kosińska. - Liczymy na to, że (...) skutkiem tej sytuacji nie będzie to, na co liczy wielki przemysł tytoniowy, czyli blokada wzmocnionej przyszłej dyrektywy tytoniowej - dodała.

W środę (17 października) w Brukseli dyrektor generalny OLAF Giovanni Kessler ma udzielić wyjaśnień w sprawie dochodzenia związanego z Dallim.

W 1999 r. afera z udziałem unijnego komisarza przyczyniła się do ustąpienia w niesławie całej Komisji Europejskiej pod przewodnictwem Jacques'a Santera. Chodziło o francuską premier z lat 1991-92, a potem unijną komisarz ds. badań i nauki (1995-99) Edith Cresson. Oskarżona została o nepotyzm i trwonienie pieniędzy z unijnej kasy.

Sprawę przeciwko pani komisarz wniosła w 2004 roku sama Komisja Europejska, a Trybunał Sprawiedliwości uznał w 2006 r., że Edith Cresson dopuściła się poważnego naruszenia, zatrudniając w 1995 r. w KE na stanowisku eksperta naukowego o bliżej niesprecyzowanych kompetencjach dentystę Rene Berthelota, swojego dobrego znajomego z rodzinnego miasta. W ciągu dwóch i pół roku świetnie płatnej pracy zdołał napisać 24 strony "ekspertyz", m.in. na temat HIV/AIDS.