wtorek, 4 grudnia 2012

Program rozwoju kadr dla pracowników Philip Morris Polska

Znalezione w otchłani internetu.



Najciekawszą kwestię zaznaczyłem żółtym kolorem. Jest nam naprawdę przykro z powodu zmniejszającego się rynku papierosów w Polsce, naprawdę... :) 

Jak administracja publiczna obchodzi przepisy antynikotynowe

forsal.pl

Zaległy artykuł, ale trzeba koniecznie przeczytać.

W całej administracji publicznej z największą tolerancją i pobłażaniem dla palaczy można się spotkać w urzędach centralnych. Tam nawet ministrowie łamią przepisy i palą w pracy.

Dokładnie dwa lata minęły od zaostrzenia przepisów antynikotynowych. DGP przyjrzał się, jak problem zwalczania nałogu wygląda w administracji publicznej. Okazuje się, że marszałkowie, prezydenci miast i większość wojewodów zdecydowali się na wprowadzenie całkowitego zakazu palenia w swoich jednostkach.

Zdarzają się jednak wyjątki, jak np. gdański magistrat. Tam za ostatnie pięć lat korzystania z wydzierżawionych dwóch kabin do palenia urząd zapłacił prawie 90 tys. zł. Generalnie urzędnikom z nałogiem pozostaje wychodzenie przed budynek. Liberalny reżim dla palących obowiązuje w urzędach centralnych.

– U jednego z wiceministrów nie da się wejść do gabinetu, bo śmierdzi papierosami, a w powietrzu unoszą się kłęby dymu. Najbardziej na tym cierpią współpracownicy i sekretarka – mówi jeden z pracowników Ministerstwa Skarbu Państwa.

Resort mimo naszych próśb nie odniósł się do tego, że kierownictwo pali w gabinetach. Wskazał tylko, że wszyscy urzędnicy na bieżąco są informowani przez dyrektora generalnego o zakazie palenia.

Inaczej problem palenia rozwiązała prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Pali wyłącznie w osobnym pomieszczeniu, które jako jedno z trzech składa się na gabinet i jest do jej wyłącznego użytku – tłumaczy DGP Kamil Melcer, rzecznik prasowy resortu. Dodaje, że minister stara się przy tym zastępować tradycyjne papierosy papierosem elektronicznym.

Szefostwo resortu nauki rozumie problemy walki z nałogiem. Dla swoich urzędników zaadaptowało jedno pomieszczenie w piwnicy z wyciągiem powietrza i na dodatek za około 6 tys. zł zakupiło im dwie popielnice próżniowe.

Nie jest też tajemnicą, że obecny minister zdrowia pali tytoń w gabinecie. Podobną praktykę stosują inne osoby z kierownictwa. Tam jednak szef urzędu nie solidaryzuje się z potrzebą palenia przez pracowników. Nie ma więc dla nich specjalnych kabin lub pomieszczeń. Na pytanie DGP o palenie przez kierownictwo w gabinetach przy jednoczesnym zakazie palenia w całym budynku otrzymaliśmy wymijającą odpowiedź. – Służba bph ministerstwa nie odnotowała w 2012 r. skarg, w tym anonimowych, dotyczących palenia wyrobów tytoniowych w siedzibie urzędu – potwierdza Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia.

Wskazuje, że aktualnie w resorcie jest kontrola NIK, która sprawdza m.in., czy pracownicy przestrzegają tego zakazu.

– Prawa powinny przestrzegać wszyscy urzędnicy, w tym ministrowie. Jeśli więc specjalne pomieszczenie przeznaczone do palenia jest nawet w piwnicy, to na papierosa powinni schodzić tam zarówno kierownicy, jak i szeregowi pracownicy – wskazuje Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Dopowiada, że jeśli sekretarce lub współpracownikom przeszkadza, że kierownictwo pali w gabinecie, mogą anonimowo powiadomić inspekcję sanitarną. O tym, że inspekcja działa i reaguje nawet na anonimy, przekonał się w ostatnim czasie jeden z nauczycieli, który zapłacił mandat za palenie w szkole. Maksymalnie mandat może jednak wynieść zaledwie 500 zł.

W ministerstwach generalnie nie szczędzi się też pieniędzy na palących urzędników.Ministerstwo Edukacji Narodowej w 2009 r. zakupiło nowoczesną kabinę dla palaczy za prawie 60 tys. zł. Co ciekawe, resort spraw wewnętrznych w ubiegłym roku nabył jedną i wydał na ten cel zaledwie 10,5 tys. zł. Również w 2009 r. resort gospodarki wyposażył urząd w dwie kabiny dla palaczy za 133 tys. zł. Ministerstwo Pracy nie chciało być gorsze i zakupiło również dwie za około 90 tys. zł. Ministerstwo Obrony Narodowej zbudowało dla urzędników aż osiem drewnianych altan za 160 tys. zł.

---

Świetny przykład z góry, nałogowcy soczyście korzystają z pieniędzy podatników, aby zaspokajać swoje nałogowe potrzeby. Znowu pojawia się kwestia istnienia w społeczeństwie "równych i równiejszych" co nie jest szczególnym zaskoczeniem, ale jeśli mówi się o urzędnikach wysokiego szczebla, tych kształtujących politykę ogólnopolską, to ciężko nie mieć obiekcji... Przecież te osoby powinny przeciwdziałać epidemii palenia tytoniu, pokazywać jak należy z tym walczyć, tymczasem widzimy coś zupełnie odwrotnego. 

Anonimowy donos? W urzędzie? Świetna ochrona przed narażeniem na bierne palenie, szkoda tylko, że "oskarżony" najprawdopodobniej zwolni donosiciela :) Niestety to nie działa tak jakby chcieli tego prawi urzędnicy... 

Zapomniałem o podstawowej sprawie, przeta urzędnicy łamią prawo paląc papierosy w pracy...

ŻAŁOSNE.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Bruksela w tytoniowym dymie

Presseurop.eu

Niezwykle ciekawe doniesienia :) Zachęcam do przeczytania.

Ubiegłomiesięczna dymisja komisarza ds. zdrowia, Johna Dallego, obnażyła wpływy producentów papierosów w Komisji Europejskiej. Okazuje się, że sięgają one nawet Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych, ujawnia Der Spiegel. Fragmenty.

Od chwili dymisji Johna Dallego, byłego komisarza ds. zdrowia i ochrony konsumentów, rodzi się coraz więcej pytań na temat wpływów przemysłu tytoniowego w Unii Europejskiej. Czy to rzeczywiście José Manuel Barroso zmusił go do odejścia? I jaka była rola w tej sprawie Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF)? Być może przemysł tytoniowy nigdy nie był w Brukseli tak wpływową branżą jak dziś.

Każde spotkanie z przedstawicielem przemysłu tytoniowego w Brukseli jest próbą silnej woli. Nawet dla okazjonalnych palaczy. Ledwie się tu człowiek zjawi, już rzeczniczka Philipa Morrisa (Marlboro, L&M) wciska mu do ręki paczkę papierosów. Zamiast nazwy marki widnieje na niej zdjęcie mężczyzny cierpiącego na raka gardła.

„To oszczerstwo”, rzuca przedstawicielka Philip Morrisa, po czym pokazuje nam kolejną paczkę, z innym chorym na raka. Komisja Europejska chciałaby takich nadruków na wszystkich paczkach papierosów, by przestraszyć konsumentów, mówi oburzona przedstawicielka i ochoczo zapala papierosa.

Nie tylko dziennikarze wysłuchują skarg ludzi z przemysłu tytoniowego. Działający w tym sektorze wyraźnie poszerzyli swoje wpływy wśród części członków Komisji Europejskiej. Szereg wewnętrznych dokumentów, do których dotarł Der Spiegel, świadczy rzeczywiście o niechętnym stosunku kilku współpracowników przewodniczącego Komisji do zaostrzenia regulacji dotyczących wyrobów tytoniowych. Nawet szef Europejskiego Urzędu ds. Nadużyć Finansowych (OLAF) miał wątpliwości co do tych przepisów. Podobno José Manuel Barroso i agenci walczący z korupcją odegrali niemałą rolę przy ubiegłomiesięcznej dymisji europejskiego komisarza ds. zdrowia.

Dalli mógł paść ofiarą spisku

„Nie ma niezbitych dowodów” przeciwko Dallemu, przyznał przed komisją kontroli budżetu Parlamentu Europejskiego szef OLAF, Giovanni Kessler. Ale „okoliczności” świadczyły na jego niekorzyść. Przewodniczący Komisji Europejskiej wciąż odmawia opublikowania materiałów dochodzeniowych OLAF, ale wychodzące ostatnio na jaw dokumenty wzmacniają pogłoski krążące od tygodni w stolicy. Otóż Dalli mógł paść ofiarą spisku.

Nie da się zaprzeczyć, że były komisarz europejski i były notoryczny palacz chciał mocno zaostrzyć unijne regulacje w sprawie wyrobów tytoniowych. Jego propozycja zakładała wprowadzenie rygorystycznych ram prawnych w odniesieniu do sprzedaży i reklamy wielu wyrobów zawierających nikotynę.

Ale przewodniczący Komisji najwyraźniej się nie spieszył z wdrożeniem tego pomysłu. Irlandka Catherine Day, sekretarz generalny Komisji, najbardziej wpływowa kobieta w Brukseli, osobiście zadbała o to, by postępowanie w tej sprawie zostało kilkakrotnie spowolnione.

Ta najbliższa od siedmiu lat współpracownica José Manuela Barroso wysłała do 25 lipca tego roku Paoli Testori Coggi, szefowej Sanco (Dyrekcji Generalnej Zdrowia i Konsumentów), dwustronicowe pismo, którego nadawcą mógłby być spokojnie przedstawiciel przemysłu tytoniowego. Wyrażała w nim „poważne wątpliwości” co do dyrektywy. Krytykowała „powszechny zakaz tytoniu nie do palenia” [tzw. snus], zadawała sobie pytania na temat „obróbki wyrobów zawierających nikotynę” i wyrażała zastrzeżenia do „przewidywanych rozporządzeń dotyczących sprzedaży papierosów”.

Producenci w popłochu

Dwudziestego trzeciego września Catherine Day wysłała drugie pismo do Paoli Testori Coggi. Tym razem stanowcza Irlandka domagała się, żeby dyrektywa nie została przedstawiona przed szczytem szefów państw i rządów zaplanowanym na połowę października. Jak pisała, niektóre jej szczegóły mogą jeszcze zostać zmienione, a poza tym nie należy wywoływać kontrowersji przed szczytem.

Szefowa Sanco nie potrafiła zrozumieć, skąd to żądanie. Przecież szczegóły propozycji Dallego były od dawna znane i wzbudziły popłoch wśród producentów papierosów. Chodziło o to, żeby jak najszybciej przejść do następnego etapu i przyjąć propozycję Komisji do końca roku.

Dziś jedno jest pewne – dymisja Dallego jeszcze bardziej odsuwa w czasie projekt dyrektywy. W gruncie rzeczy bardzo mało prawdopodobne jest jej przyjęcie przed końcem kadencji obecnej Komisji przypadającym w 2014 r.

Przedtem komisja kontroli budżetowej Parlamentu będzie musiała wyjaśnić rolę przewodniczącego Komisji i OLAF. Przewodniczący komisji kontroli, Michael Theurer, uważa, że utajnienie raportu tego ostatniego przez José Manuela Barroso jest czymś „nie do przyjęcia”. Uniemożliwia to wszelką demokratyczną kontrolę. Być może trzeba będzie powołać specjalną komisję śledczą do wyjaśnienia tej sprawy.

Bliskie związki

Znaczna część wątpliwości dotyczy OLAF. Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych i przemysł tytoniowy są faktycznie ściśle ze sobą powiązane, jak to przyznał minionego lata przed komisją śledczą parlamentu włoskiego szef Urzędu, Giovanni Kessler. Istnieją podobno umowy zawarte przez Komisję Europejską z firmami takimi jak Philip Morris czy British American Tobacco. OLAF wykorzystuje informacje dostarczane przez przemysł tytoniowy do zwalczania przemytu i podróbek.

Międzynarodowe koncerny finansują również pracę śledczych i przekazują w sumie dwa miliardy euro Komisji Europejskiej. Współpracę tę można niewątpliwie uznać za sukces. Podczas jednej z przeprowadzonych przez siebie operacji OLAF skonfiskował 70 milionów pochodzących z przemytu papierosów i przesłuchał 35 podejrzanych.

Ale czy ta współpraca nie prowadzi do powstawania zbyt bliskich związków śledczych i przemysłu? Czy nie odbywają się gdzieś w tle rozmowy, w których padają zachęty do zwiększenia tolerancji w unijnych przepisach?

Wielu europosłów nie wierzy już, że zbieżność dyskursu Kesslera i międzynarodowych koncernów tytoniowych jest przypadkowa. Ta ponura sprawa sięga o wiele dalej niż dziwna dymisja komisarza europejskiego ds. zdrowia. Chodzi dziś o wiarygodność całej Komisji Europejskiej. Jej przewodniczący powinien jak najszybciej i jak najklarowniej odpowiedzieć na pytania posłów. W przeciwnym razie sprawa Dallego może się szybko zamienić w sprawę Barroso.

---
Czemu mnie to nie dziwi? Gdy stawką są wielkie pieniądze, trzeba też zainwestować sporo własnych środków, aby uzyskać zamierzony efekt. Nawet ostatnio o tym pisałem, przecież przemysł tytoniowy stać na opłacanie niezwykle kosztownego przedsięwzięcia zwanego "lobbingiem", więc zapewne kwestia przekupienia europarlamentarzysty wydaje się być tym bardziej osiągalna.

Wpływ koncernów tytoniowych na politykę europejską jest na tyle poważny, że aż wręcz ciężki do zanalizowania. Potwierdzają się również pogłoski, że dymisja Dallego była tak naprawdę wierzchołkiem góry lodowej, ktoś najzwyczajniej chciał pozbyć się niewygodnego gracza. Ale pytanie jak bardzo wytrawnego? Zapewne kiedyś dojdzie do spektakularnego morderstwa na tle dyrektywy, jeśli takowa okaże się wręcz zabójcza dla przemysłu tytoniowego. Przecież stać ich na to, ale efekt końcowy byłby raczej mało przyjemny.

Smutne, że nawet Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych jest prawdopodobnie uwikłany w uprawianie brudnej polityki, co faktycznie sprawia, że wiarygodność i wizerunek całej Komisji Europejskiej upada. Zatem komu należy uwierzyć? W momencie ogłoszenia dymisji Dallego ciężko mi było  przetrawić zarzuty jakie zostały mu postawione, a przecież z drugiej strony to gra interesów. Zobaczymy co będzie dalej.

czwartek, 29 listopada 2012

Przemysł tytoniowy musi przyznać, że kłamał w sprawie zagrożeń wynikających z palenia papierosów


Amerykański sąd orzekł, że koncerny tytoniowe muszą przeznaczyć własne środki pieniężne na kampanię społeczną, a wszystko to z powodu szerzenia dezinformacji co do zagrożeń związanych z paleniem papierosów.

Najwięksi producenci papierosów, którzy spędzili dekady na okłamywaniu amerykańskiego społeczeństwa nt. szkodliwości palenia papierosów, muszą zainwestować pieniądze w kampanię społeczną, w której przyznają się do kłamstw - orzekł sędzia federalny.

Tego typu reklamy będą pokazywane w różnych mediach na okres do dwóch lat. Co najważniejsze - nowa kampania będzie przeciwwagą dla przemysłu tytoniowego, a kłamstwa "produkowane" przez największych graczy sięgają aż 1964 roku.

Wciąż nie są znane szczegóły kampanii, ile będzie kosztować oraz jakie media będą w nią zaangażowane. Powstają obawy, że ustalenie konkretnych działań co do funkcjonowania kampanii mogą przerodzić się w długotrwałą walkę pomiędzy koncernami tytoniowymi, a organami władzy.

Mimo wszystko, producenci papierosów mają prawo do odwołania się, aby sfinalizować sformułowania pięciu różnych oświadczeń (czy też tzw. komunikaty medialne ukazujące się w reklamach), jakie zostały zaproponowane przez sędzię Kessler.

Jeden z komunikatów brzmi w następujący sposób: "Sąd federalny orzekł, że pozwane firmy tytoniowe celowo oszukiwały amerykańskie społeczeństwo, fałszywie sprzedawały i reklamowały wyroby tytoniowe o niskiej zawartości substancji smolistych oraz papierosy typu "light" jako mniej szkodliwe w porównaniu do zwykłych odpowiedników".

Kolejne sformułowanie: "Palenie zabija średnio 1200 Amerykanów każdego dnia".

"Żądanie powiedzenia prawdy przez przemysł tytoniowy to tak naprawdę niewielka cena za ich niszczycielskie skutki nieprawości" - powiedział Matthew Myers, prezes Campaign for Tobacco-Free Kids, grupa antytytoniowa w Waszyngtonie.

Najwięksi producenci papierosów na razie analizują orzeczenie i przygotowują się do dalszej potyczki.

---

Ciężko sobie wyobrazić jak tego typu sformułowania miałyby wyglądać chociażby w telewizji, a znając życie (a raczej historię...) to przemysł tytoniowy w taki sposób przekształci komunikat, że stanie się mocno neutralny. Ale to tylko przypuszczenia zwykłego sceptyka. Najradośniejszą wiadomością jest jednak fakt podjęcia się walki z rekinami rynku tytoniowego co może doprowadzić do ich kolejnego upokorzenia. 


wtorek, 27 listopada 2012

Koncerny tytoniowe wykorzystują przemyt papierosów do własnych celów


Naukowcy z Uniwersytetu w Bath odkryli, że koncerny tytoniowe mają długą historię, jeśli chodzi o przemyt papierosów w Bułgarii. Pracownicy działający w ramach "tobacco control" ujawnili dowody mówiące o zaangażowaniu koncernów tytoniowych w przemyt papierosów do Bułgarii jak i w granicach tego państwa od 1975 roku.

Zespół ten odkrył wewnętrzną dokumentację firm produkujących papierosy, które ukazały jak korporacje aktywnie uczestniczyły w nielegalnym procederze przewożenia papierosów do Bułgarii, używając handlu bezcłowego jako przykrywki. Firmy także przemycały papierosy do krajów takich jak Turcja i Włochy, które oficjalnie były zamkniętymi rynkami.

Wspólnota Europejska w 2000 roku złożyła pozew w sądzie przeciwko koncernom tytoniowym za udział w procederze przemytu papierosów i od tamtego czasu został zawarty szereg różnych umów z oskarżonymi firmami.

Jednakże naukowcy powołując się na źródła, sugerują, że zaangażowanie firm tytoniowych w przemyt papierosów na terenie Bułgarii jak i poza nią, był kontynuowany po 2000 roku pomimo prawnych zobowiązań nałożonych przez sąd. Ponadto okazało się, że korupcja i możliwość politycznego zaangażowania się były również podstawą do powstania jakichkolwiek obaw. Ujawnione dowody sugerują, że państwowy koncern tytoniowy może być również zaangażowany w przemyt WŁASNYCH PAPIEROSÓW na sprzedaż zarówno w Bułgarii jak i poza granicami kraju.

Dr Valeria Skafida, główny autor pracy powiedziała - "Pomimo udokumentowania udziału koncernów tytoniowych w przemycie papierosów, znaleźliśmy też dowody wskazujące na fakt, że międzynarodowe korporacje wydają się wyolbrzymiać skalę nielegalnego handlu tytoniem, aby skutecznie przekonać polityków, ekspertów w dziedzinie zdrowia, media, że zwiększenie podatku na papierosy przyczynia się do przemytu wyrobów tytoniowych."

Jak się okazuje, podwyżki podatków to jedne z najbardziej skutecznych sposobów ograniczenia używania tytoniu, zaś dowody wskazują, iż duża skala przemytu nie jest związana z cenami papierosów.

Naukowcy również odkryli, że koncerny tytoniowe takie jak British American Tobacco i Philip Morris próbowały i nadal próbują wpływać na politykę akcyzową w Bułgarii.

Dodatkowo badania wykazały jak firmy tytoniowe lobbowały za zmianami w bułgarskiej polityce podatkowej, a z wywiadów z urzędnikami wynika, że firmy tytoniowe wykazały się "wielką agresją" podczas prac mających na celu przystąpienie Bułgarii do Unii Europejskiej. 

Profesor Gilmore, dyrektor grupy naukowej z zakresu kontroli tytoniu na Uniwersytecie w Bath, dodała - "To badanie wskazuje na potrzebę znacznego zwiększenia przejrzystości co do charakteru i skali nielegalnego handlu tytoniem. Niebezpiecznie jest zakładać, że przemysł tytoniowy nie jest już zaangażowany w przemyt skoro poprzednie prace i badania wykazały, że często był to rdzeń strategii biznesowej."

---

Krzyki i wrzaski przemysłu tytoniowego wywołane nielegalnym handlem papierosów wydają się być nieuzasadnione. Wygląda to naprawdę źle, koncerny same angażują się w ten proceder by zwiększać sprzedaż, a tym samym przychody. Tego typu informacje potrafią kompletnie zdezorientować przeciętnego obywatela, bo jakim sposobem święte krowy z przemysłu tytoniowego mogłyby dopuścić się takich czynów? Przecież im tak zależy na prowadzeniu "uczciwego" biznesu... To trzeba przyznać - sprytni oszuści. 

piątek, 16 listopada 2012

Potrzebna licencja na palenie papierosów?

Senior.pl

Eksperci obradują nad nowym, oryginalnym pomysłem, który mógłby zmniejszyć negatywne skutki zdrowotne palenia papierosów - radykalna propozycja polega na wprowadzeniu „licencji'" dla palaczy.

Uczeni z Uniwersytetu w Sydney i Uniwersytetu w Edynburgu przeprowadzili debatę opublikowaną w magazynie PLoS Medicine dotyczącą twórczych rozwiązań w zakresie przeciwdziałania „epidemii" palenia papierosów. Kwestia jest szczególnie pilna wobec faktu, że palenie tytoniu każdego roku przyczynia się do śmierci milionów ludzi na całym świecie. Zaniepokojenie pogłębia także globalny wzrost ilości palaczy.

Część ekspertów uważa, że istnieje potrzeba licencji dla osób palących - takie zezwolenie ograniczałoby dostęp do wyrobów tytoniowych, a także zachęcało palaczy do rezygnacji. Argumentują bowiem, że sprzedaż papierosów podlega niedostatecznej kontroli w porównaniu do innych produktów zagrażających zdrowiu i bezpieczeństwu osobistemu.

Jak mogłaby funkcjonować licencja dla palaczy? Wszyscy palacze musieliby uzyskać kartę licencyjną na nabycie produktu od licencjonowanego sprzedawcy tytoniu, który z kolei nie mogłyby sprzedać niczego komukolwiek bez karty.

Kluczowymi elementami proponowanego rozwiązania są roczne koszty licencji (w zależności od liczby wypalanych papierosów) - karta byłaby wystawiana ponownie każdego roku. W ten sposób palacze ustalaliby dla siebie limit dziennej liczby papierosów, a jednocześnie można by na bieżąco informować osoby palące o zagrożeniach zdrowotnych związanych z nałogiem.

Oponenci uważają jednak, że takie rozwiązanie spotkałoby się z ogromną niechęcią. Ludzie obawialiby się rozszerzenia licencji np. na tzw. fast-food i inne produkty uważane za nieodpowiednie dla prowadzenia zdrowego stylu życia, a więc związane z wyższym ryzykiem obciążenia systemu opieki zdrowotnej.

środa, 7 listopada 2012

Lobby tytoniowe w Brukseli

Corporate Europe Observatory

Jak się okazuje, około 97 lobbystów zatrudnionych na pełen etat, pracuje w obronie interesu przemysłu tytoniowego. I to na dodatek w Brukseli. Całkowity roczny budżet przeznaczony na lobbing w sercu Unii Europejskiej przekroczył już 5.3 miliona euro, a takie informacje można pozyskać z Rejestru Przejrzystości  UE. Niestety, te dane są tylko wierzchołkiem góry lodowej.

Wyszukiwania w rejestrze przedstawiają dość zatrważający obraz rzeczywistości, otóż w Brukseli jest aktywnych 9 koncernów tytoniowych i aż 22 grupy lobbingowe! Ich głównym zadaniem jest wywieranie wpływu na kształt polityki i procesów podejmowania decyzji przez instytucje europejskie. Ci gracze również płacą innym dodatkowym 'grupom' za PR i lobbowanie.

Z 1.250.000 euro, Philip Morris International ogłosił najwyższy budżet na lobbing ze wszystkich zarejestrowanych firm tytoniowych w 2011 roku. Liczba ta jest jednak ponad siedem razy mniejsza w porównaniu do prac lobbingowych prowadzonych w Waszyngtonie w tym samym roku (w zależności od źródła 11.010.000 euro lub 8.434.761 euro).

W kategorii grup lobbingowych, Europejskie Stowarzyszenie Plantatorów Tytoniu zajmuje pierwsze miejsce z budżetem 875.000 euro, z czego więcej niż 90% wypłacono Communication & Institutions, francuskiej firmie zajmującej się PR i lobbingiem.



Za wielkim biznesem przemawiają wielkie pieniądze, nieprawdaż? Gdyby to była błacha sprawa to koncerny tytoniowe raczej nie walczyłyby o swoje prawa przy użyciu monstrualnie wielkich pieniędzy.